niedziela, 15 lipca 2012

Wizyta cioci z Zor

No gdzie ta moja kuzynka


Dominika dostała od cioci kilka kompletów  ubranek dla barbie, wszystkie własnoręcznie zrobione przez ciocię.











 mama też dostała 2 prezenty :)




czwartek, 12 lipca 2012

Urlop dzień 3

Dziś tarta pierwszy raz mi wyszła bez zakalca u mnie jabłeczniki to pięta Achillesa. przepis z http://whiteplate.blogspot.com/2010/01/klasyka-tarte-aux-pommes.html nasza nie taka piękna, ale przepis polecam choć nie próbowałam, cukier i biała mąka niestety niewskazana dla mnie, żeby nie było mi tak przykro zrobiłam sobie dwie kokilki w wersji bez ciasta 




A dzisiaj pogoda w kratkę idealna na wycieczkę rowerową
Mały kolarz, jeszcze ma problem z przyzwyczajeniem sie do fotelika z tyłu .  Całą drogę trzyma się kurczowo taty za bluzę. Poprzedni fotelik był  mocowany z przodu. Ale już z niego wyrosła.


Pojechaliśmy na plac zabaw nie wiem kto miał większą frajdę my czy ona. już dawno się nie huśtałam. A jeżeli chodzi o etap księżniczkowy to Dominika dzisiaj przywędrowała z naszym zdjęciem ślubnym i z wielkim oburzeniem stwierdziła, że byliśmy na balu, a jej nie zabraliśmy, a ona przecież jest księżniczką, nie dało się jej wytłumaczyć, że jej jeszcze nie było na świecie.

środa, 11 lipca 2012

Urlop dzień 2

Dzisiaj w ramach wolnego czasu odkurzyłam moją maszynę uszyłam 2 woreczki  na lawendę i jeden na buty Barbie, tak tak za sprawom Izy , Dominika została właścicielką kilku lalek i konika. Wiec aktualnie jesteśmy na etapie księżniczek.  udało mi się też zwęzić sukienki i to wszytko uszyłam siedząc na tarasie. mała biegała, kąpała się w baseniku trochę pomagała, a ja mogłam się wyżyć twórczo :) , upiekłyśmy też muffinki z tego przepisu http://gotowaniecieszy.blox.pl/2010/02/Wykwintne-muffinki-z-jablkami.html
niestety nie doczekały zdjęcia, Dominiczka sama je ozdabiała 

A to nasz eukaliptus

i koniczyna kradziona z jednej cebulki tak się rozrosła 

Dzisiaj nareszcie pozbyłam się żeliwnego potwora z mojej łazienki, nowa wanna stała w wiatrołapie od 1,5 roku, liczyliśmy na szybki remont, ale funduszy brakuje, więc postanowiliśmy przynajmniej wannę wymienić. Motywacja była wymiana bojlera i wreszcie gorąca woda. Stary bojler był za mały, zakamieniony, wiec o gorącej pełnej wannie mogliśmy tylko pomarzyć, na dodatek wanna wielka żeliwna (zawsze zimna)bleeeeeee i obrzydliwa. 


A to moje nowe cudo 

a to małżonek na urlopie walczy z potworem

Nie ma tak różowo do końca remontu daleka droga na dzień dzisiejszy  mam nowa wannę i kilka dodatkowych dziur w ścianie ,nic nie powiem o braku kafelek. Nienawidzę mojej łazienki, ale co zrobić. Mam tylko nadzieje, że reszta wystroju zostanie szybko dopasowana do wanny.

wtorek, 10 lipca 2012

Pierwszy dzień urlopu

Słońce, leżak, basen hmmmmmmmmm relaks
 i po 15 minutach pseudo opalania miałam dość leżenia, nie nadaje się do tego typu odpoczynku, wiec wypieliłam wszystkie rabatki, po pikowałam aksamitki pozbieraliśmy, pierwszą fasolkę szparagową na obiad i resztki botwinki
Na śniadanie zrobiłam placki z mąki z pełnego przemiału z owocami.
1,5 szklanki mąki z pp 1850
1 szklanka mleka do 1,5 procent
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru (fruktozy)
woda mineralna do konsystencji śmietany
Wszystko mieszam i smażę prawie na suchej patelni (usmażenie takich placków jest dość trudne, ale można dojść do wprawy)




 Moja córka bardzo lubi naleśniki i absolutnie nie przeszkadzają jej w wersji razowej, co zresztą widać poniżej





Ale największą niespodzianka dzisiejszego dnia była niesamowita wizyta 








Bociany są dwa jeden stoi na słupie na początku naszego ogródka a drugi na końcu, wywołały nie lada atrakcje. Ciekawa jestem czy zostaną na dłużej. Ponoć bociany przynosza szczęście i dzieci :) i może wreszcie znalazłam sprzymierzeńcze z walka z żabami w betonie ( dla wtajemniczonych ) Miłych snów kle kle

poniedziałek, 2 lipca 2012

Lato

 Co robi moja rodzinka, kiedy mama pracuje :(





A to nowy nabytek by IKEA z zdechłym  oregano musze coś do niej kupić

a to papryka którą wyhodowałam na parapecie

Na suszarce nareszcie suszą się zioła i lawenda

I nareszcie dorobiłam się fioletowego czajnika, moja kochana Muti go dopadła, kupno czajnika w tym kolorze pod indukcje wbrew pozorom nie jest takie proste, wiem coś o tym

A ogólnie ostatnio bardzo intensywnie spędzamy czas np. http://potworkiispolka.blogspot.com/2012/06/wieczor-woski.html już nie moge doczekać się wieczoru meksykańskiego, byliśmy też na urodzinach u Marcina niestety nikt nie zabrał aparatu, grillu u Gosi. Jakimś cudem udało nam się wybrać na jagody