czwartek, 28 lutego 2013

Terror

Nie ma to jak zacząć miło i dobrze dzień. :)
Nie jak się posiada 4 latka terrorystę który absolutnie nie chce się ubrać, a ty musisz już wyjść do pracy yyyyyyyyyyyyyy mam nadzieje że reszta dnia będzie lepsza.
Minęły 2 tygodnie, a ja nadal ćwiczę i powolutku widzę jak mój brzuchol się unosi co daje mi motywacje, waga na razie stoi, ale energii mam coraz więcej i zakwasy już tak nie dokuczają. Po waszych pytaniach powinnam opowiedzieć co i jak robię. A więc może zacznę od samego początku z waga zmagam się od wieków. Po terapii sterydowej jednej lub drugiej waga rosła jak oszalała katowałam się już różnymi dietami bez większych efektów w końcu się pogodziłam z tym jak wyglądam do czasu ciąży kiedy to ona jeszcze bardziej wzrosła. Koleżanka w pracy poleciłam mi dietę Montignaca
( za co bardzo jej dziękuje) na której jestem od 2 lat z przerwami schudłam bardzo dużo i zaczęłam zwracać uwagę na to co  jem i doszłam do racjonalnego sposobu odżywiania. jem dużo warzyw, ryb nie używam panierek nie jem słodyczy ( oprócz dozwolonych - bo człowiek czasem musi ), cukier wyeliminowałam całkowicie nawet taki ukryty w produktach ( ketchup, musztarda), nie jem ziemniaków, nie łącze węglowodanów i tłuszczy. Jem dużo zbóż i to takich nieprzetworzonych. Poznałam wiele potraw i produktów o których nie miałam wcześniej pojęcia, a bez których teraz nie wyobrażam sobie życia (amarantus, komosa, mąka pp, syrop z agawy, stewie, cukier brzozowy itp) Nie będę się rozpisywać o zasadach bo tego w internecie pełno. I w pewnym momencie przestałam chudnąć choć do idealnego BMI brakuje mi jeszcze 6 kg ( w MM waga spada do wagi odpowiedniej dla organizmu) postanowiłam zacząć ćwiczyć o efektach będę informować na bieżąco. Wrzucenie poprzednich zdjęć było dla mnie sporym wyzwaniem, ale doszłam do etapu w którym mogę się już pochwalić małym sukcesem.  

2 komentarze: